Czasem piszemy do siebie listy

Lubię ten moment, gdy w spokoju siadam nad kartką (lub jej współczesnym odpowiednikiem — klawiaturą) i zaczynam przenosić na nią to, co chodzi mi po głowie. W spokoju. Powoli. Dokładnie tak, jak to sobie zaplanuję. Myśli się krystalizują, a ja czuję coraz większą jasność. Literka po literce, wyraz po wyrazie.

Tak samo mocno lubię pisać, jak i otrzymywać listy. Nasza mailowa korespondencja z Panem K. toczy się równolegle i zarazem niezależnie od naszego codziennego życia. Czasem wysłany list pozostaje bez żadnej odpowiedzi. Bywały momenty, że potrafiliśmy ich napisać do siebie kilka tygodniowo. Czasem obie strony milczą miesiącami. Bywa, że w trakcie naszych spotkań w cztery oczy nawiązujemy do nich w rozmowach. Choć zdaje się, że ostatnio ich charakter stał się bardziej intymny i anonimowy. Jakby w myśl znanej zasady, to co napiszemy sobie w liście, zostaje w liście.

Kochany K.,

w jednym z zadań coachingowych z książki Benewicza („Przebudzasz neuronów”) autor prosi czytelnika, aby ten najpierw zastanowił się, a potem wypisał wszystkie pozytywne zdarzenia, fakty, sytuacje, rzeczy, jakie przytrafiły mu się danego dnia. Jest to nie mniej nie więcej lekcja o wdzięczności. Gdy czujesz wdzięczność właściwie przestajesz mieć „nieudane” dni. 

Zupełnie tak jak z ostatnim Tao, które czytaliśmy … bez przeciwnika nie mógłbyś wygrać. Doceń to, bądź mu za wdzięczny.  To zadanie i moje ostatnie dobre samopoczucie po zajęciach jogi skłoniły mnie do napisania do Ciebie paru słów.

Tak się składka, że mój niedawny zawód z powodu słabych wyników na jodze zupełnie minął. Narzekania, powtarzanie, że jestem za słaba na tę grupę, że nie mogę zrobić niektórych figur, że mam za mało siły, że może to nie dla mnie wszystko to zniknęło. Teraz na zajęciach czuję siłę, jakiej wcześniej zdecydowanie nie miałam. Myślę, że to zasługa systematyczności jednak… godne rezultaty zawdzięczam tak naprawdę intensywnemu treningowi przygotowującego do czaturangi, jaki nam wszystkim zafundowałeś w te wakacje.

Dzisiaj w szatni po praktyce uśmiechnęłam się lekko pod nosem, gdy usłyszałam od jednej z przebierających się dziewczyn „naprawdę lubię tego ziomeczka co prowadzi zajęcia”. Ja również mogę się pod tym podpisać i to obiema rękami. Jestem Ci wdzięczna za dotychczasową praktykę i wszystko, czego się do tej pory nauczyłam na macie.

Twoja P.

A jak Ty komunikujesz się ze swoim partnerem?

1 comment / Add your comment below

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *