Zabawa słowem

Delikatne kropelki letniego deszczu kapały nam na twarze. Leżeliśmy na trawie. Było ciepłe, niedzielne przedpołudnie. Snułam w głowie różne plany i pewnie tkwiłabym jeszcze długu w takim na wpół świadomym i nieświadomym rozmyślaniu, gdyby nie jego głos.


– Zagramy w jakąś grę? – zaproponował.
– Chętnie – odparłam. – Co powiesz na uproszczoną wersję Taboo? Polega ona na tym, że wybierasz sobie pewne słowo w myślach, a potem tworzysz nową, nieoczywistą definicje i próbujesz mnie na nie naprowadzić, tak długo aż zgadnę.
– W porządku. Mogę zacząć?
– Jasne, dawaj – zachęciłam.
Chwilę milczał, a ja parzyłam w niebo.
– Biedni mają tego dużo – zaczął – bogaci nie mają tego wcale. Jeśli to zjesz, umrzesz. Co to jest?
Nie wiedziałam. Zastanawiałam się długo. Zadawałam kolejne pytania, ale otrzymane odpowiedzi wcale nie przybliżały mnie do rozwiązania. Wreszcie z rezygnacją w głosie powiedziałam:
– Nie mam pojęcia, co to jest. Musisz dać mi jeszcze jakąś podpowiedź.
– Dobrze … – zawahał się – napewno pamiętasz, że słowa mają wielką moc. Uważaj na to, co mówisz – dokończył i zamilkł.
– Nie rozumiem, a gdzie ta podpowiedź.
– Co dla mnie zrobisz w zamian za podpowiedź?
– Jak to? – oburzyłam się. – Nie umawialiśmy się na „coś za coś”.
– Co dla mnie zrobisz w zamian za podpowiedź? – powtórzył mimo to.
– Nic dla Ciebie nie zrobię – odparłam już nieco zirytowana. – Nic – podkreśliłam.
– Brawo. To jest rozwiązanie – NIC.

Jak zwykle cały On. Nigdy nic wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *